wtorek, 8 października 2013

Rozdział 10


<8 sierpnia 2013 rok>
Kolejny dzień w którym szczerze cierpię. Jednocześnie się boję i jestem smutna. Za każdym razem gdy słyszę kroki na korytarzu boję się, że Niall wpadnie do mojego pokoju z nożem i.. moje życie się skończy. Już na zawsze, ale... ja chyba przesadzam.Cichutko wychodzę z mojego pokoju i idę korytarzem nie zwracając na nic uwagi. Schodzę na dół i robię sobie kanapkę. Zjadam ją i po cichutku znów wracam na górę. Tym razem uważnie rozglądam się na boki. Drzwi do pokoju Nialla są lekko uchylone. Mogę bez trudu zobaczyć co się tam dzieje i widzę... Niall siedzi na swoim łóżku. Wygląda na załamanego. 
Chcę mu jakoś pomóc, ale... boję się. Nie chcę żeby mnie zabił, to pewnie by go usatysfakcjonowało. No bo przecież... w moim śnie po prostu pragnął mnie zabić, a ja... ja pragnę go kochać, ale nie mogę, bo wiem, że to może mnie zabić. Ta miłość jest niebezpieczna. 
-Przecież go kocham!- mówię do siebie szeptem. Wchodzę do pokoju, a Niall unosi głowę. Znów widzę jego duże, błękitne... głębokie oczy. Mam ochotę po prostu się na niego rzucić. Jednak zdaję sobie sprawę z tego jaki błąd bym popełniła.
Stoję tak w drzwiach i tylko go obserwuję. W pewnym momencie moje serce... po prostu tego nie wytrzymuje. Zaczynam płakać i rzucam się na niego. Przytulam się i mam w dupie, że mnie zabił. Właśnie wtedy gdy się do niego przytulałam... znaczy on mnie przytulał.
-Przepraszam!- powiedziałam zapłakana. 
-To nie twoja wina. Przecież nic nie zrobiłaś.- odpowiedział Niall i przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Ale gdyby nie ja... nie załamałbyś się!- zaprotestowałam. Nic więcej już nie mówiliśmy, bo w ciszy to się zaczęło i niech w ciszy się skończy.
Wychodzę z pokoju Nialla i spokojnie idę na dół. Wstawiam sobie wodę na herbatkę i czekam. Po jakimś czasie już mogę nalać wody do kubka i zamieszać moje pyszności. Wzięłam herbatkę i usiadłam na kanapie. Chwilę później na dół zszedł Harry.
-Nie jesteś w swoim pokoju?- zdziwił się.
-No nie.- odpowiedziałam.
-Już się nie boisz?- spytał.
-Nie. Już jest wszystko okay.- odpowiedziałam uśmiechając się. Wstałam z kanapy i poszłam do mojego pokoju. Otworzyłam szafę i zaczęłam szperać. Wyciągnęłam bluzkę na długi rękaw z serduszkiem i moje jeansy. Ubrałam bluzkę, spodnie i wyszłam z pokoju. 
Zeszłam na dół do salonu i usiadłam na kanapie. Na fotelu siedział Louis, a obok niego na podłodze Hazza. Układam się wygodnie, a pod głowę kładę poduszkę. Zamykam oczy i zasypiam.

~~Śnię~~

Jestem na pięknej łące. Zbieram kwiaty i słucham śpiewu ptaków. Kręcę się w kółko i śmieję. Zaplatam piękne wianki z kwiatów. Zaplatam warkocza i wplatam sobie w niego piękne kwiaty. 
Gdy nagle... wszystko zaczyna więdnąć i robić się ciemne. Widzę tylko jakąś chudą sylwetkę zmierzającą w moim kierunku. Boję się i chcę uciekać, ale nie mam dokąd. Postać zbliża się do mnie i już po chwili mogę bez problemu stwierdzić, że znam tą osobę.
-Niall? Już myślałam, że to nie wiadomo kto... jak ja się boję... ale co ty?- zaczynam się jeszcze bardziej bać widząc, że mój kochany Niall trzyma w prawej ręce ostry nóż. Odwracam się i zaczynam biec. Uciekam jak tylko mogę najdalej i płaczę. Biegnę przed siebie nie zatrzymując się, ale w pewnym momencie na prawdę już brakuje mi tchu. Zatrzymuję się i to mój błąd. Niall mnie dogania i łapie za rękę. Przytula do siebie. Ja wciąż płaczę i nie mogę przestać. Zaczynam się czuć bezpiecznie, bo w końcu jestem przytulona do Nialla, ale on... wbija mi nóż w plecy.

----Real----

Budzę się i widzę za mną Nialla z nożem.
-Aaa!- zaczynam piszczeć,  ale już po chwili widzę, że on tylko smaruje chleb dżemem. Uspokajam się i zasypiam. Miło mi się leży. Znów ten potworny sen!
-Aaa!- krzyczę znów.
-Co jest!?- pytają chłopacy na raz. Łapię się za głowę i siadam.
-Znów ten sen...- odpowiadam.
-No już, spokojnie.- mówi Niall i siada koło mnie. Przytula mnie i uspokaja. Następnego dnia wcześnie rano wychodzę z domu. Idę do psychologa.
Gdy jestem na miejscu pukam do drzwi. Otwiera mi psycholog, z którym umówiłam się wieczorem. Wpuszcza mnie do środka i siadam na fotelu.
-Połóż się na kanapie.- mówi pokazując mi wygodną, czerwoną sofę. Kładę się na niej patrząc w sufit.
-Teraz powiedz mi o co chodzi.- powiedział psycholog John.
-No więc... jestem na łące. Śpiewają ptaki i jest pięknie, ale robi się szaro i wszystko więdnie. Wtedy widzę Nialla. Mówię coś do niego, że już się bałam i w ogóle, a on zaczyna do mnie podchodzić i wtedy widzę nóż w jego dłoni. Wtedy zaczynam płakać, krzyczeć i uciekać. On mnie goni i krzyczy, że mnie zabije. W pewnym momencie brakuje mi tchu, więc się zatrzymuję, ale to mój błąd.
on łapie mnie za rękę i uśmiecha się do mnie, ale... nie tak jak zwykle, tylko tak jakby chciał się na mnie za coś zemścić. No i jestem w jego ramionach. On mnie przytula, a ja płaczę. W pewnym momencie on wbija mi nóż w plecy i... to mnie przeraża.- opowiedziałam i zaczęłam płakać.
-Hm... to musi coś znaczyć.- powiedział psycholog.
-Ale co dokładnie? Że mój ukochany mnie zabije!?- przestraszyłam się.
-Nie, nie... raczej, że coś się stanie. Coś bardzo znaczącego. Nie koniecznie teraz, ale w końcu się to zdarzy. Zmieni to całe twoje życie i nic na to nie poradzisz.- tłumaczy psycholog John.
-Dobrze wiedzieć...- mówię. Jeszcze chwilę z nim rozmawiam, płacę i wychodzę. Wracam do domu autobusem. Gdy jestem na miejscu otwieram drzwi i widzę Liama.
-Gdzie byłaś?- pyta.
-U psychologa.- odpowiadam krótko i idę do mojego pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki za koment. =3